Nowe rozdanie Legii Warszawa. Zamiast spokoju, gaszenie pożarów i szukanie stabilizacji

Legia Warszawa foto: ASInfo
4ea0ff96-d6ce-4612-bd0a-b5c1fa21e872 0

Gdyby nie żenujące wyniki – szczególnie w Europie – żadna informacja nie miałaby negatywnego wpływu na zespół. W połączeniu z rezultatami, siła rażenia jest ogromna.

Pracownicy klubu (szczególnie pionu sportowego), jeśli nie jest to najwyższa konieczność albo planowana konferencja prasowa, mają zalecenie, by nie wypowiadać się do mediów. Podobnie jest z piłkarzami – niby mogą, ale lepiej nie... Bo i tak każda wypowiedź zostanie przesiana przez biuro prasowe, żeby broń Boże nie padło choć jedno negatywne zdanie. W lipcu i sierpniu wokół Legii narosło wiele negatywnych emocji, dlatego teraz przypomina zamkniętą twierdzę. Nim znowu padnie wiele słów, piłkarze i osoby z pionu sportowego mają przemawiać głównie na boisku oraz w trakcie treningów.

Spotkanie z właścicielem

Najpierw drużyna dostała mocno po tyłku pod względem sportowym. W sierpniu odpadła z Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Przyniosło to straty finansowe – dziura, którą prezes Dariusz Mioduski musi zasypać ze środków własnych, urosła do ponad 30 milionów złotych. W budżecie, który miał się wahać w okolicach rekordowych 151,5 mln zł, zakładanym planem minimum była IV runda eliminacji Champions League i faza grupowa LE, czyli ponad 40 mln zł. Pieniędzy od UEFA nie ma – Mioduski szukać oszczędności.

Zmieniony zostanie hotel, do którego zespół jeździł na przedmeczowe zgrupowania – Double Tree by Hilton w podwarszawskim Wawrze (ten sam, w którym zawsze zbiera się reprezentacja trenera Adama Nawałki) kosztował dużo za dużo.

"Zamrożone" są wyjściówki dla piłkarzy – w czwartek prezes Mioduski przekazał informację Radzie Drużyny, w skład której wchodzą m.in. Miroslav Radović, Arkadiusz Malarz i Artur Jędrzejczyk. Każdy zawodnik ma zagwarantowaną w kontrakcie kwotę (wynegocjowaną indywidualnie), którą dostaje, jeśli w wygranym meczu rozegra minimum 45 minut. Teraz te pieniądze zostaną wypłacone tylko, jeśli Legia zostanie mistrzem Polski. Klub z ulicy Łazienkowskiej nigdy nie zdobył tytułu trzy razy z rzędu.

Nowa filozofia

– Zmieniamy filozofię, która będzie polegać na tym, że w Legii gra się, by zdobywać trofea i awansować w europejskich pucharach, a nie po to, by tylko grać – tłumaczył prezes Mioduski w wywiadzie dla „Polska The Times". Nie chce więcej płacić dodatkowych pieniędzy za pojedyncze zwycięstwa, tylko sowicie nagradzać realizację konkretnych zadań. – Osoby, które są na boisku i poza nim muszą mieć świadomość, że do Legii nie przychodzi się do pracy, tylko osiągać sukcesy. I to jest powód zmian, a nie nasza sytuacja finansowa. Piłkarze dostaną wszystkie pieniądze, które im się należą, ale muszą wygrać mistrzostwo – wytłumaczył Mioduski.

Właściciel Legii jest wściekły z powodu informacji stale wyciekających z klubu do mediów (m.in. mail skauta, Radosława Kucharskiego w którym poleca słabego, jak się okazało piłkarza, Saddama Sulleya) oraz nieustanny zamęt wokół zespołu – np. podana w dniu pierwszego meczu z Sheriffem Tyraspol informacja o nierozważanej w ogóle ofercie dla Thibaulta Moulina z Belgii.

Zdaniem Mioduskiego to wszystko destabilizuje porządną pracę, ale jednocześnie mówi, że nie ma nawet pół procenta szansy, by Bogusław Leśnodorski z Maciejem Wandzlem odkupili jego udziały i wrócili rządzić klubem – pisała o tym Interia. W 25 latach żaden nowy właściciel (daewoo, Pol-Mot, ITI) Legii nie komentował ruchów nowych właścicieli z taką werwą i rozmachem, jak robi to Leśnodorski, czy inni byli pracownicy klubu.

Nowy rozdział we Wrocławiu

Wiadomo, że gdyby nie żenujące wyniki – szczególnie w Europie – żadna informacja nie miałaby negatywnego wpływu na zespół. W połączeniu z rezultatami, siła rażenia jest ogromna. Teraz więc zespół trenera Magiery ma wrócić na zwycięskie tory i skutecznie rywalizować w ekstraklasie. W trakcie przerwy kontrakt z Legią rozwiązał Michał Masłowski, wypożyczono Tima Maticia, Sulleya i Vamarę Sanogo. Do Partizani Tirana sprzedano Albana Sulejmaniego.

W sobotę we Wrocławiu Legia po raz czwarty pod wodzą Magiery rozegra ligowy mecz po reprezentacyjnej przerwie. W październiku ubiegłego roku przegrała w Szczecinie 2:3, miesiąc później rozbiła na wyjeździe Jagiellonię 4:1, a w marcu tego roku zrewanżowała się Pogoni 2:0.

Zasadnicza różnica jest taka, że w październiku 2016 roku miała dziesięć punktów straty do lidera, a teraz Lech i KGHM Zagłębie wyprzedzają ją tylko o jedno oczko.

Polecamy także:
Ekstraklasa.org
Onet logo
© 2018 Onet Holding sp. z o.o.